Historia Polskiej Motoryzacji cz.4 - Żuk

Historia Żuka sięga roku 1956, gdy rozpoczęto prace nad nowym samochodem, który miał sprostać realiom powojennej Polski i sporemu zapotrzebowaniu na lekki samochód dostawczy. Znana jest historia pracowników fabryki, którzy przejechali Żukami ponad 20 tys.km po krainach Bliskiego Wschodu. Przemierzali szlak od pustyń Uzbekistanu i Turkmenii, poprzez góry Pamiru, aż po zimną i niedostępną Syberię. Dotarli tam, gdzie nie stanęła jeszcze żadna Europejska noga, udowadniając tym samym prawdziwość hasła: “dla samochodów Żuk nie ma złych dróg”.
Prezentacja Żuka odbyła się na pierwszomajowej defiladzie roku 1958. Samochód, którego projektem kierował wpierw inż.Skwarek, dokończył inż.Tański. Żuk w prostej linii opiera się na Warszawie, z którą to łączy m.in. podwozie, silnik, czy układ jezdny, ale także wiele elementów wnętrza i kilka detali. W zasadzie (odnosząc się do pierwszych wersji) można by nawet posunąć się do stwierdzenia, że jest to po prostu kolejna wersja Warszawy. Z czasem jednak (jak to zwykle w naszym przemyśle motoryzacyjnym bywało) Żuk się zmieniał. Zmieniał na lepsze, choć pisząc szczerze zmiany te wv pewnym momencie zaczęły przypominać siłowe utrzymywanie modelu przy życiu.

 

Oprócz Polski, Żuki szczególną popularnością cieszyły się w Egipcie, gdzie nawet były produkowane pod nazwą Ramzes. Egipcjanie pokochali Żuka, był tam popularny na tyle, że można go zauważyć ot choćby w wielu filmach, w których twórcy zawitali do kraju piramid i mumii. No dobrze. Polska i Egipt omówiona. Czy to wszystko? Ależ skąd! Można by w zasadzie powiedzieć, że blok Wschodni Żukami stał, bo pojawiały się one także w ZSRR, Rumunii, byłej Jugosławii, Węgrzech, czy Bułgarii.


Ostatnie modernizacje Żuka miały miejsce w połowie lat 70, gdy to unowocześniono układ hamulcowy (1973), poprawiono instalację elektryczną, jednostkę napędową, czy nadwozie. Rok 1976 zaś mógł być schyłkiem ery (uważanego już wtedy za przestarzałego) Żuka, gdyż to właśnie wtedy FSC starało się o licencję na Bedfordy. Wobec fiaska negocjacji samochód z Lublina wyjeżdżał z fabryki aż do roku 1998. Jeśli jednak myślicie, że aż do schyłku XX wieku zwolennicy Żuka byli skazani na jednostki pamiętające czasy samochodu z Syrenką w logo to jesteście w błędzie.

W roku w  którym Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich przestał istnieć na dobre
(8 grudnia 1991 roku prezydenci państw założycieli ZSRR, a więc Rosji, Ukrainy i Białorusi podpisali tzw. Układ Białowieski, który na dobre zrzucił Żelazną Kurtynę i w zasadzie kończył proces likwidacji owego kolosa na glinianych nogach. Fakt, faktem. Formalnie ZSRR przestał istnieć 31 Grudnia tego samego roku) w Lublinie do Żuka zamontowany silnik o oznaczeniu 4C90 Andoria, a więc Diesla! Moc 70KM musiała wystarczyć nabywcom, bo była to już ostatnia zmiana w trakcie trwającej prawie 40 lat historii tego, jakby nie patrzeć udanego dostawczaka, który nam będzie kojarzyć się zwłaszcza z krajobrazem ryneczków i rolniczej Polski. Łącznie wyprodukowano 587500 egzemplarzy.